Apteczne piekiełko

Dla jednych z nas apteka jest zwykłym sklepem z farmaceutykami, dla innych miejscem, gdzie można uzyskać rozwiązanie naszego zdrowotnego problemu. Choć w 2015r. Polacy zostawili w aptekach niemal 30 milionów złotych, to nadal niewielu z nich zna i rozumie pracę tej “instytucji” od kulis. Polskie apteki, a raczej “zarejestrowane w Polsce sklepy z suplementami diety i lekami” na backstage’u mają wiele trupów w szafie. Czas je uwolnić i pokazać je światu.

Farmaceutyczne oszustwo

Nie trzeba być ekspertem rynku, by móc zauważyć, że apteki to intratny biznes. Wystarczy przejść się w centrum średniej wielkości polskiego miasta, by zauważyć, że na każdym rogu, skrzyżowaniu czy osiedlu znajdziemy co najmniej kilka aptek. Nagłówki branżowych portali krzyczą rokrocznie o wzrostach sprzedaży i powiększaniu się rynku aptecznego, a eksperci prognozują dochody na kolejne lata. Przeciętny i statystyczny Polak ma mgliste pojęcie o uginających się półkach aptecznych i ubranym w białe fartuchy personelu. Nie ma również dla niego dużego znaczenia do której apteki wstąpi – liczy się raczej cena i możliwość nabycia leku “tu i teraz”, bez zbędnego czekania i marnowania czasu. Nieświadomie staje się on jednak elementem samonapędzającej się machiny samoleczenia podsycanej przez aktorów podszywających się pod lekarzy na szklanym ekranie, uśmiechniętych pracowników “sklepu z suplementami, zwanego apteką” oraz mniej lub bardziej znanych gwiazdeczek polskiego “szołbizu” lansującymi na Instagramie zdrowy tryb życia. Wszystkie te elementy, cała ta “wellbeingowa” otoczka wpisuje się w jedno, wielkie pojęcie o ogromnym polu rażenia – MARKETING FARMACEUTYCZNY.

pills-1569173_1920.jpg

Ma on na celu nic więcej jak zwiększenie konsumpcji leków i suplementów diety, który ma zapewnić stałe czerpanie zysków z farmaceutycznego źródełka przez kolejne grupy interesów. A grupa interesów na tym rynku jest spora i bardzo agresywna. Producenci, hurtownie, apteki, lekarze, pielegniarki, położne, przedstawiciele medyczni, politycy, lobbyści, samorządowcy, szpitale i przychodnie – wszyscy na tym rynku przepychają się łokciami, chcąc dostać się do lekowego koryta. Paradoksalne jest to, że pomimo sprzecznych interesów wspólnie tworzą pewnego rodzaju podziemny krąg, który stale dąży do powiększania swoich aktywów, prowadząc między sobą szeroko zakrojoną dyplomację. Na samym końcu tego łańcucha pokarmowego znajduje się pacjent, który ma się czuć w tym systemie doceniony, zauważony, dopieszczony, choć w istocie jest tylko petentem, “krową”, którą wszyscy w tym łańcuszku doją.

Jak się kręci lody w polskich sklepach z suplementami, zwanych aptekami?

Dlaczego? Nazywam apteki sklepami? Bo nimi są. Etos prawdziwego farmaceuty pracującego w aptece został już stłamszony, a eksterminacja “ostanich mohikaninów” trwa w najlepsze. Ludzkie zdrowie oddano w ręce przedsiębiorców, którzy nie posiadają kierunkowego wykształcenia. Ci przedsiębiorcy zatrudniają niewykwalifikowany personel, który realizuje ich cele sprzedażowe, wciskając przeciętnemu zjadaczowi chleba kit w postaci powierzchownej, dziurawej i wybiórczej wiedzy, wbitej do głowy drogą manipulacji przez sponsorowane szkolenia, miłych przedstawicieli i naukowych najemników wielkich korporacji. Dlaczego się tak dzieje? Bo trwa monopolizacja rynku aptecznego, a do głosu zaczynają dochodzić duże sieci apteczne z obcym kapitałem, dla których liczy się przede wszystkim zysk i odpowiedni rachunek przychodów i kosztów. Nie trzeba być ekonomicznym guru, by wiedzieć, że w kapitalizmie koszty się optymalizuje, a przychody  maksymalizuje (bynajmniej nie do wiadomości Urzędu Skarbowego).

Na czym polega optymalizacja kosztów w przypadku aptek? – Zatrudnianiem tańszego, personelu pomocniczego w postaci techników farmaceutycznych, kosztem wysoko wy kwalifikowanego, dwukrtonie droższego magistra farmacji. Obecnie farmaceuci (czyt. magistrowie) traktowani są przez wielu swoich chlebodawców jako zło konieczne, wynikające z ustawowego obowiązku ich zatrudniania. W wielu “aptekach” na jednego magistra farmacji przypada czterech techników. Stosunek ten rośnie w przypadku wielkopowierzchniowych aptek z kilkunastoma “okienkami”. Zapytacie – jak to się przekłada na jakość obsługi? A no tak, że przytłoczony biurokracją magister-najemnik siedzi przez dwanaście godzin pracy (w imię równoważnego i elastycznego systemu pracy), a obsługę pacjentów pozostawia technikom, od których obecnie nie wymaga się zdanego egzaminu dojrzałości!

Czy zdawałeś sobie sprawę z tego, że w ostatnim czasie informację o dawkowaniu silnego środka leczniczego dla Twojego dziecka przekazywała ci prawdopodobnie osoba, która nie miała zdanego egzaminu dojrzałości i ukończyła policealne, płatne studium, w którym płaci się za to, by je ukończyć? Nie widzisz w tym problemu?!

Kolejnym trupem wypadającym z aptecznej szafy jest jej asortyment. Obecnie 90% asortymentu stanowią suplementy diety, które w krajach zachodnich sprzedawane są sklepach sportowych, ze zdrową żywnością czy drogeriach. Co złego jest w suplementach diety, do cholery!? Nic poza jednym małym szczegółem – że nikt nie weryfikuje ich składników oraz zawartości w tabletkach. Wiele ziołowych surowców o wdzięcznie brzmiących nazwach nie posiada monografii EMA Europejskiej Agencji ds. Leków, która  jest gwarantem bezpieczeństwa i naukowej wiarygodności dopuszczanych do obrotu związków. W efekcie na rynek apteczny trafiają preparaty, które są wielką niewiadomą. Konsument nie ma gwarancji, że skład rzeczywisty pokrywa się z tym dumnie widniejącym na opakowaniu. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że skład dostosowuje się do wyimaginowanej, sztucznie stworzonej jednostki chorobowej. A tych ci u nas dostatek – nadmierna potliwość, zimne stopy dłonie, zespół niespokojnych nóg etc. W marketingu farmaceutycznym nazywa się to pozycjonowaniem produktu, które jest niczym innym jak manipulowaniem świadomością ludzi.

Jak to możliwe, że taki produkt zostaje dopuszczony do obrotu i sprzedaje się go w aptekach?! Jak większość naszych polskich patologii wynika to z niedoskonałości przepisów prawa. Znajomy prawnik, będący ekspertem prawa farmaceutycznego powiedział mi niedawno, że ustawa refundacyjna i ustawa Prawo Farmaceutyczne to jedne z najgorzej napisanych, pełnych sprzeczności i luk ustaw w polskim systemie prawnym. To niedoskonałe prawo pozwala na rejestrowanie suplementu diety i wprowadzenie do obrotu po….poinformowaniu Inspekcji Sanitarnej o tym fakcie! Suplementowe niebezpieczeństwo nie tkwi wyłącznie w dezinfomowaniu pacjentów. Niestety brak instytucjonalnej kontroli nad rynkiem suplementów sprawia, że do mas tabletkowych trafiają substancje silnie działające, które zazwyczaj dostępne są z przepisu lekarza, a które nie są następnie zamieszczane w składzie na opakowaniu. Taka sytuacja miała miejsce w Polsce – gdy do jednego z popularnych suplementów wspierających męską erekcję, trafiały śladowe ilości sildenafilu, a znany preparat na “jesienną chandrę” był zanieczyszczony tetrahydrokanabinolem (THC) – substancją psychoaktywną pozyskiwaną z konopii indyjskich, popularnie zwanej “trawką” Pragnę zaznaczyć, że sytuacje te nie dotyczyły suplementów dystrybuowanych w sieci, lecz znanych marek dostępnych w każdej, polskiej aptece(!)

Dlaczego w aptekach handluje się niesprawdzonym towarem? Bo to się po prostu opłaca. Nasze kochane rządy przez lata stopniowo obniżały marżę na środki lecznicze, martwiąc się o portfel pacjenta (czyt. słupki sondażowe). Gwoździem do trumny całego systemu była ustawa refundacyjna z 2012 autorstwa p. Kopacz, która “zamroziła” marżę na rekordowo niskim poziomie. No więc ekonomiczni guru czy nie lepiej sprzedawać niesprawdzone suplementy na której marża sięga kilkudziesięciu procent od leków za 3,20 przy urzędowej 5-procentowej marży. Pomnóżcie sobie 3,20 przez 5 procent, a potem 40% z 50 zł waszego ulubionego suplementu diety na odchudzanie!

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s