Psychiatria – specjalizacja koncernów?

Jeszcze na początku ubiegłego wieku psychiatria nie była uznawana za poważną gałąź medycyny. Psychiatrzy postrzegani byli raczej jako uzdrowiciele z zakładów dla obłąkanych, aniżeli wykwalifikowani specjaliści. Pomocną dłoń w kryzysie psychiatrom podały koncerny farmaceutyczne. To dzięki nim psychiatria włożyła lekarski kitel.

man-358969_1920.jpg

Narodziny ideologii

Przełomem dla psychiatrii okazały się lata 50. XX wieku, kiedy to wprowadzono do obrotu pierwszy lek przeciwpsychotyczny – chlorpromazynę. Dzięki tej “cudownej” pigułce psychiatria upodobniła się do innych specjalizacji medycyny, a do głosu zaczęli dochodzić zwolennicy tzw. modelu biologicznego, według którego choroba psychiczna miałaby być następstwem zaburzeń neurochemicznych w mózgu. W myśl tego modelu jedyną skuteczną i niepodważalną metodą terapii zaburzeń psychicznych miała być farmakologia. Po początkowych sukcesach dla psychiatrii nastały jednak trudne czasy. Okazało się, że pierwsze leki psychotropowe nie cechowały się należytą skutecznością, a biologiczny model choroby psychicznej był coraz częściej krytykowany przez znanych intelektualistów. Postrzegali oni zaburzenie psychiczne raczej jako naturalną reakcję organizmu na “opresyjny charakter” współczesnego świata. Atmosfera ta sprzyjała pojawianiu się w USA wielu tysięcy terapeutów i psychoanalityków, którzy oferowali swoje usługi ludziom borykającym się z problemami psychicznymi. Marginalizowani dotąd “uczniowie” Zygmunta Freuda zaczęli skutecznie konkurować o pacjenta z psychiatrami oferującymi swoim pacjentom wyłącznie leczenie farmakologiczne.

Kryzys tożsamości

W połowie lat 70. liczba praktykujących terapeutów, niebędących psychiatrami przewyższała liczbę tradycyjnych specjalistów. Niechęć do psychofarmakologii obecna była również w popkulturze, o czym świadczy premiera obsypanego Oscarami “Lotu nad kukułczym gniazdem”, który w świadomości ludzi utrwalał wizerunek psychiatry i szpitala jako narzędzi kontroli społecznej. Również wewnątrz środowiska psychiatrów panował głęboki podział. Część psychiatrów akceptowało co prawda pewną użyteczność leków psychotropowych, ale chorobę psychiczną postrzegali oni jako problem natury psychologicznej. Zagorzali “freudyści” całkowicie odrzucali nowe oblicze psychiatrii krytykując otwarcie stosowanie farmaceutyków jako fundament terapii. W ciągu 20 lat (między latami 50. a 70. XXw.) liczba absolwentów medycyny wybierających psychiatrię na specjalizację spadła niemal trzykrotnie. Zwolennicy leczenia farmakologicznego nie widzieli jednak sedna problemu jakim była nieskuteczność leków psychiatrycznych, a kryzys tożsamości upatrywali raczej w pogorszeniu swojego statusu materialnego i wewnętrznych konfliktach.

spooky-1573491_1920.jpg

Reanimacja psychiatrii kosztem zdrowia pacjentów

W obliczu nieuchronnej klęski Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne podjęło kroki, które miały na celu uratowanie psychiatrii i przywrócenie jej należytego miejsca wśród innych specjalizacji. Służyć miała temu ponowna remedykalizacja tej gałęzi medycyny i całkowite odcięcie się od freudowskiego pojmowania zaburzeń psychicznych. Ówcześni decydenci byli przekonani, że psychiatrzy by utrzymać się na rynku muszą wyraźnie odróżniać się od wszelkiej maści terapeutów. Tym wyróżnikiem miała być recepta lekarska, która pozwalała specjaliście zaordynowanie odpowiedniego leku na konkretne schorzenie. Na łamach branżowych czasopism i podczas licznych konferencji stale podejmowano tematy budowania prestiżu psychiatrii w oparciu o “dobry wizerunek” leków psychiatrycznych. Choć wiele zaburzeń psychicznych nie zostało wyjaśnionych i opisanych pospiesznie przystąpiono do tworzenia psychiatrycznej biblii, którą miała być klasyfikacja DSM-III (ang. Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders)

Wyimaginowane choroby

500-stronicowy podręcznik opisywał 265 zaburzeń psychicznych i miał za zadanie ujednolicić diagnostykę zaburzeń psychicznych. Opisywane schorzenia w wielu przypadkach nie opierały się jednak na twardych dowodach naukowych, do czego przyznawali się sami autorzy:

“Nie udało się jak dotąd w pełni potwierdzić w oparciu o dane dotyczące takich zależności jak przebieg kliniczny, rokowania, historia rodzinna i skuteczność leczenia.”

Zdaniem wielu krytyków dokument był raczej manifestem politycznym Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, a nie zbiorem standardów medycznych. Granicę między zdrowiem, a chorobą ustalano bowiem całkiem przypadkowo. Na przykład „epizodowi ciężkiej depresji” przypisano 9 objawów, i jeśli lekarz potrafił u pacjenta zidentyfikować 5 z nich, to uprawniało go to do zdiagnozowania depresji.Dlaczego diagnoza opierać się miała akurat na pięciu z dziewięciu objawów, uznanych za charakterystyczne tego zaburzenia? Dlaczego nie na sześciu? Albo czterech?

Pomocna dłoń

womens-1838149_1920.jpg

Ostatnim elementem układanki był mariaż psychiatrii z branżą farmaceutyczną. Lekarze o upadłym prestiżu, borykający się z wewnętrznym kryzysem tożsamości stali się łakomym kąskiem dla farmaceutycznych karteli, którym do mnożenia przychodów potrzebni byli “ludzie nauki”. Przełom nastąpił w 1980r. kiedy to, zarząd Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego zezwolił, aby firmy farmaceutyczne sponsorowały naukowe sympozja odbywające się podczas dorocznych zjazdów tej instytucji. Obie strony wspólnie niosły sztandar psychofarmakologicznej rewolucji, która miała na celu przekonanie opinii publicznej, że jedynym panaceum na problemy dnia codziennego jest zażycie jednej, małej tabletki. Okazało się, że w dłuższej perspektywie żaden lek tak naprawdę nie pomaga ludziom z zaburzeniami normalnie funkcjonować, a w wielu przypadkach pogłębia problem. Popularność teorii o nierównowadze chemicznej w mózgu, mającej być źródłem zaburzeń psychicznych, po raz kolejny została poddana w wątpliwość. Zdyskredytowanej psychiatrii koło ratunkowe rzuciła jednak nowo zarejestrowana substancja psychotropowa – fluoksetyna. O kontrowersjach wokół popularnej w latach 90. “pigułce szczęścia” napiszemy jednak w oddzielnym artykule.

Advertisements

2 thoughts on “Psychiatria – specjalizacja koncernów?

  1. “Dlaczego diagnoza opierać się miała akurat na pięciu z dziewięciu objawów, uznanych za charakterystyczne tego zaburzenia? Dlaczego nie na sześciu? Albo czterech?”

    Jestem studentem medycyny ostatniego roku i uwierzcie Państwo, że praktycznie rozpoznanie każdej choroby polega na spełnianiu kryteriów. I zawsze to jest jakaś część. Np. by zdiagnozować tocznia pacjent musi manifestować 4 (słownie: cztery) z 11 kryteriów klasyfikacji ACR.

    Podważanie kwestii działania leków w psychiatrii jest naprawdę krzywdzące. Pacjenci naprawdę odczuwają ulgę przy ich stosowaniu. Poprawia się ich komfort życia, a często też długość (zmniejsza się odsetek samobójstw).

    Poza tym, leki psychiatryczne stosowane są też w innych specjalnościach, np. w neurologii czy leczeniu bólu.

    Pozdrawiam.

    Like

    • Dziękujemy za ciekawy komentarz. Wiele dziedzin medycyny, a polska psychiatria i neurologia w szczególności wykorzystuje w terapii środki lecznicze, których skuteczność i bezpieczeństwo są niejednokrotnie poddawane w wątpliwość. Potwierdzają to liczne metaanalizy. Poza tym wprowadzanie wielu leków do obrotu budzi obecnie wiele kontrowersji ze względu na fałszowanie dokumentacji medycznej pacjentów biorących udział w badaniach klinicznych czy niejasne związki finansowe firm z ośrodkami naukowymi. Komisje Bioetyczne obecnie to jeden wielki PR, a nie realne czuwanie nad rynkiem badań klinicznych. Takie zjawiska coraz częściej podważają autorytet evidence-based-medicine jako paradygmatu rozwoju nauk medycznych.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s